VANILLA wita

Działamy na zasadach stajni rysunkowej

  • Nie jesteś zalogowany.
  • Polecamy: Gry

#1 2010-12-29 13:25:52

Metka

Administrator

Zarejestrowany: 2010-05-23
Posty: 125
Punktów :   

Odwiedziny

Wśród nowych przybyszy moją uwagę przykuł jeden łebek. Był nim wielkopolski Speedway. Postanowiłam pomóc ogierowi się zaaklimatyzować. Z marchewką w jednej, kantarem i uwiązem w drugiej dłoni poszłam do boksu Waya. Ogier rosły i muskularny jak na wielkopolaka, jednak wychudzony i zaniedbany.
-Hej koniku - Powiedziałam podchodząc do drzwiczek boksu. Gniadosz zdenerwowany cofnął się w głąb pomieszczenia. - Nie bój się...no chodź - Mówiłam spokojnie wyciągając marchewkę w jego stronę. Po chwili ogier wyciągnął łeb w stronę smakołyka. Powoli cofając rękę podprowadziłam konia do siebie. Dałam mu schrupać przysmak i z kieszonki wyciągnęłam jeszcze kawałek marchwi.
-A masz, ciebie można dokarmiać do woli - Powiedziałam patrząc z ciężkim sercem na wystające żebra ogiera. Speed nabrał pewności siebie, dał się pogładzić po chrapach, a nawet sam umelał mi cały rękaw kurtki.
-No dzięki - Powiedziałam delikatnie gładząc konia po czole, następnie ganaszu i szyi. Ogr lekko się cofnął, jednak szybko wrócił do mnie. - Super - Powiedziałam, po czym poklepałam delikatnie gniadego i otworzyłam boks. Wyciągnęłam rękę w stronę konia i spokojnie podeszłam blisko niego. Zrobił dwa kroki w bok, jednak czując gładzenie po szyi przestał odchodzić. Poklepałam Speeda i delikatnie założyłam mu kantar na głowę, zapięłam i wychodzimy z boksu. Ogier grzeczny, choć wyraźnie żywiołowy. Chyba ten czas opuszczenia dał mu do myślenia, bo w boksie nie wydawał się agresywny. Może wydoroślał. Uwiązałam chudzinkę, pogładziłam po szyi i wyciągnęłam skrzynkę z szczotkami. Wzięłam włosiankę i dokładnie przeczesałam nią ciałko Waya. Trochę się wiercił, kulił, jednak kopnąć się nie odważył. Wyczyszczony od góry do dołu wyglądał o wiele lepiej, jego sierść powoli zaczynała zdrowo połyskiwać. Wzięłam grzebień, nożyczki i zajęłam się grzywą, następnie ogonem konia. Rozczesałam, przycięłam i od razu koń jest cywilizowany.
-Dobre z ciebie konisko - Powiedziałam do gniadosza dając mu jeszcze jeden kawałek marchewki. Oj rozpieszczam łobuza. Zostały mi kopyta. Wypielęgnowane już przez kowala wyglądały prawie jak u zdrowego konia, były tylko lekko przesuszone, ale i na to mamy radę. Poprosiłam Speeda o podanie lewego przodu. Nic. Jeszcze raz. Znów nic.
-Speed. - Powiedziałam dość nieprzyjemnie i spojrzałam ogierowi w oczy. Z większą siłą naparłam na ciało chłopaczyny i tym razem podał nogę. Chwyciłam w swój popularny mocny uścisk i zaczęłam czyścić. Koń próbował wyrwać nogę, jednak na nic mu się to nie zdało, kopyto jakby utknęło w powietrzu trzymane przeze mnie. Gdy skończyłam powoli opuściłam nogę ogra, poklepałam go i podeszłam do tyłu. Z lekkim oporem podał wykonując lekki wykop w tył. Udawałam, że tego nie było i ponownie podniosłam nogę. O wiele lepiej. Wyczyściłam nie powalając sobie wyrwać kopyta z rąk i dopiero wtedy odstawiłam na ziemię.
-I tak masz nogi podawać - Powiedziałam gładząc głuptaska po łepku. Przeszłam na drugą stronę i prawy przód. Znów opór. Naparłam mocniej i się udało. Poklepałam konia i zaczęłam czyścić. O dziwo tylko raz Way chciał wyrwać się z mojego uścisku. Zadowolona pogładziłam ogiera po szyi i podrapałam za uchem. Oo...kolejny, który uwielbia tego typu pieszczoty. Ale samych uszu dotykania nie lubił. W końcu podeszłam do prawego tyłu i poprosiłam o podanie. Lekki wykop, ale udało mi się nogę przytrzymać i nie puścić na ziemię. Wyszorowałam i poklepałam gniadego po zadzie.
-Dobry koń - Powiedziałam dając Speedwayowi przedostatni dziś kawałek marchewki. Odziałam chudzielca w derkę i ochraniacze, kantar zamieniłam na ogłowie z lonżą (bez wodzy) i poszliśmy na round pen. Chciałam by chłopak trochę pobiegał, bo po prostu buzowała w nim energia. Na miejscu po zamknięciu bramki powędrowałam z koniem na środek placu. Zdjęłam derkę, odpięłam lonżę i pogoniłam batem wariata. Jak ruszył z brykami galopem, tak sama nie wiedziałam, że konie tak potrafią. Wariował i biegał jak szalony. To w prawo, to chwilę później w lewo, galopem, brykami, kłusem. Ja przeszłam przez ogrodzenie lonżownika i patrzyłam na szczęśliwego ogiera. Hasał sobie jak źrebak. Aż uśmiech sam się na twarz pakował. Gdy Speed stawał albo zwalniał do stępa poganiałam go, musiał spuścić parę. W końcu kłusował z kitą w górze i w końcu zwolnił do stępa. Podszedł do mnie, skulił uszy, jednak wyczuwając moją pewność siebie zaprzestał straszenia.
-Już się wyszalałeś? - Powiedziałam wchodząc do ogiera. Poklepałam go po szyi, odziałam w derkę i chwilę polonżowałam kłusem i stępem. Gdy Way ochłonął wyszliśmy z round-pena i do stajni. Tam spotkałyśmy Deidre pucującą Gold Questa.
-O...a ty już nowicjuszy męczysz? - Powiedziała unosząc brwi na nasz widok.
-Chciałam go tylko wyczyścić, ale był tak nabuzowany, że pozwoliłam mu pobiegać po round-penie. Wiesz jaką miał radochę? Jak źrebak normalnie - Powiedziałam z bananem na twarzy jednocześnie poklepałam ogiera.
-Fajnie to musiało wyglądać. Bierzesz go w opiekę? - Spytała lustrując nas oboje.
-Hm....jeszcze nie wiem. Pewnie tak, bo nie mam chyba nic do stracenia. - Odparłam po czym zdjęłam gniademu ogłowie i założyłam kantar jednocześnie przywiązując go do specjalnego kółka. Tranzelkę odwiesiłam na haczyk, po czym wróciłam do konia. Zdjęłam mu ochraniacze, wyczyściłam kopyta i wysmarowałam smarem. Przeczesałam jeszcze raz grzywę, ogon i sierść, następnie odzianego w derkę ogiera odstawiłam do boksu, gdzie dostał kopę siana. Sama zamknęłam boks, wyczyściłam ochraniacze, wypłukałam wędzidło w ogłowiu i odniosłam wszystko na miejsce. Nie wiedząc co robić poszłam pomóc Dei siodłać rudego i oglądać jej trening.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi

[ Generated in 0.012 seconds, 9 queries executed ]


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
GotLink.pl